Piszę z komórki więc nie będę się rozpisywał. 1. dnia nie byłem klasyfikowany. Cały dzień zmarnowaliśmy na ustawianie zapłonu. Przejechałem tylko jeden trening na rozstrójonym zapłonie i byłem 3. od końca. Totalna porażka. O 21szej udało się w końcu przywrócić Alfę do życia. Jestem bojówo nastrojony na jutro. Trzymajcie kciuki.
Aktualizacja z drugiego dnia: W nocy udało się przywrócić Alfę do życia, wiec kolejnego dnia mogłem co nieco pojeździć. Auto jednak nadal jest dalekie od kondycji, jaką dysponowało w Cisnej. Najłatwiej zauważalną oznaką jest brzmienie samochodu, które jest całkiem inne, jakieś takie pierdzące, brzydkie. Najprawdopodobniej wałki są przestawione pod przeskoczony pasek rozrządu, a zapłon jest ustawiony na pi razy drzwi, bo lampa stroboskopowa, którą udało się załatwić o północy w sobotę, okazała się spalona :-/ W niedzielę na 1. podjeździe byłem pierwszy mimo zdefektowanego auta. 2. podjazd to same przygody, rozlany olej, woda, itd… kilkukrotne cofanie ze startu i na koniec przegrałem 1. miejsce z Marcinem Kozłowskim o 0.3 sekundy. Pozostał wielki niedosyt, gdyż uważam, że sprawnym samochodem mogłem w niedzielę wygrać, a w sobotę z pewnością powalczyć o pierwszą lokatę z chłopakami z Golfów. Mam nadzieję, że uda się przywrócić samochód do stanu „Cisna” przed Sopotem, gdzie chcę się wybrać.